When it's over...
12 kwietnia, 2007
I raczej nie jest to marudzenie, a stwierdzenie faktu, który - szczerze mówiąc - niespecjalnie mnie wzrusza (tak, wiem, powinien).
Różowy blog
No i się zarejestrowałem na Pingwinaria. Pierwsza wyjazdowa impreza nazwijmy to linuksowa w moim życiu. Wygląda na to, że ekipa ze Szczecina będzie spora.
Druga sprawa to uruchomienie techblog.pl, które stało się dla mnie bodźcem do zapoznania się z funkcjami joggerowego bota. Czyli w końcu nauczyłem się robić tagi i przypisania do kategorii (no, teoretycznie się nauczyłem, zaraz zobaczymy jak to wygląda w praktyce - tylko kategorie będą). Całkiem zacnie rozwiązane.
A sam techblog to IMO rewelacyjny pomysł - w końcu będę mógł czytać samą esencję. ;-]
Ostatnio było trochę zamieszania z tą organizacją - wybory nowego zarządu, zmiana statutu (ciekawe jak tam KRS...). Może wróci stare, lepsze. Na pewno ma być prościej i logiczniej. Nowy zarząd pała zapałem - Poznaj Linuksa 4 będzie organizowane, ma wrócić SZEPT (czyli przegląd tygodnia w szluug). Z większych zmian - podniesiono składki do 40 zł/rok. Co oznacza, że zapisuję się do PLUG.
Dziś testowałem nowy wynalazek - dotarcie do pracy bez środków kołowych (czytaj: pieszo). W sumie nie jest źle - na dotarcie potrzebuję ok. 30 minut, samochodem jadę mniej niż 10, a komunikacją miejską ok. 20.
Za to mam jakąśtam dawkę ruchu (przyda się, oj, przyda!) i - w przypadku komunikacji 3,8 zł w kieszeni (w przypadku auta nieco mniej, zależy jak liczyć, zresztą).
Pomysł wyszedł od mojej miłej, która do czasu dojazdu komunikacją dokłada jedynie 5 minut (i oszczędza 3,8 zł). No przede wszystkim robimy sobie razem miły spacerek.
Dzięki GoogleEarth urwaliśmy kolejne 300m z trasy - zrobiło się 2,25 km w moim przypadku. W ogóle ciekawe rzeczy można wymyślić. Teoretycznie zupełnie inna, długa trasa okazuje się w granicach błędu pomiaru. Taka ciekawostka między odczuwanym dystansem a faktycznie przebywanym. Albo okazuje się, że ulice wcale nie są równoległe. Albo, że jednak nie jest obojętne, które dwa boki czworoboku się wybierze.
Jak na razie pomysł pieszego docierania do pracy bardzo mi się podoba. Tym bardziej, że wiosna za pasem. ;-)
W przypadku deszczu itp. oczywiście tradycyjnie auto/komunikacja miejska.