Operacja się udała. Pacjent zmarł.
13 listopada, 2005
Korzystając z wolnego popołudnia wziąłem się za naprawę płyty głównej mojej miłej. Soltek z napuchniętymi kondensatorami - uruchamianie za którymś razem (kilka minut restartów było standardem), samoczynne resety, BSODy, ten klimat. Praktycznie nieużywalny już był. Zaopatrzony w profesjonalne (i mniej profesjonalne) narzędzia, wziąłem się za wymianę kondziołków (sztuk 13, numer 14 między slotami PCI wyglądał na nieużywany i sprawny, więc postanowiłem go nie wymieniać). Po pierwszych dwóch wiedziałem co i jak, kolejne 5 poszło błyskawicznie...
No i trafił się ten koło gniazda zasilania... Narzędzia okazały się nie dość dobre, na pomysł 'zastrugania' grotu wpadłem chyba za późno. Efekt: po oczyszczeniu otworów nie chciał się przylutować. Podejrzewam, że przegrzałem i zniszczyłem metalizację wokół otworu.
W sumie 5h z życiorysu, parę zł na części i to wszystko. Płytę będzie trzeba kupić nową (nie Solteka, chociaż przypadłość puchnących kondensatorów jest wyjątkowo częsta u wszystkich producentów). Martwi mnie też, że mój Soltek ma podobnie - kondensatory napuchnięte i wyciekają... Tyle, że on się jeszcze trzyma niezawodnie. Nauczony doświadczeniem nie ruszam, póki działa. Na drugą płytę w tym miesiącu mnie nie stać.